Po przeprowadce.
styczeń 15, 2009
Leci mi już drugi tydzień po przeprowadzce. Cieszę się, że znów mogę mieszkać w mieście, nie ma nic lepszego od swobody i poczucia anonimowości, którego można doświadczyć tylko w ten sposób.
Przydałaby się jeszcze tylko praca, której szukam już na gwałtu rety. Nie mam prawa grymasić, albo raczej nie powinnam i szybko złapać się jakiejś okazji do pieniędzy.
Może to tylko moja duma, która ciągle daje o sobie znać, a może coś innego, co powoduje, że dobijam się coraz bardziej tym, że nie mogę nic znaleźć. Egzaminy też się zbliżają, powinnam bardziej przyłożyć się do nauki, ale coś mi nie idzie. Nie chcę po raz kolejny się poddawać, przecież nie jestem jakimś młotem i nie będę mogła wiecznie, niczym cień, prześlizgiwać się w krytycznych sytuacjach. Nie o to chodzi w życiu.
-Rave
Kryzys wieku średniego – wieku niespełna 20 lat
styczeń 9, 2008
Jak to jest, że jako mieszkanka, chociaż określenie wychowanka było by w tym przypadku bardziej trafne, gdyż obecnie zostałam w pewien sposób przesiedlona poza trójmiasto do zabitej wiochy dechami, w które nic nie ma i ciężko z niej gdziekolwiek dojechać, ale do tematu.
Jak to jest, że jako wychowanka miasta (które może nie jest najzdrowszym środowiskiem, ale na pewno wystarczająco zdrowym dla mnie), w dodatku ośmielę się ośmielić na przyzwoitym poziomie zarówno kulturalnym jak i tym tyczącym się inteligencji, przechodzę kryzys wieku średniego pod koniec dziewiętnastego roku mojego skromnego życia??!
Gdzie moja siła witalna, radość ducha i młodzieńcza naiwność, jaką powinnam się teraz cieszyć? Otóż została ona zjedzona przez tą cholerną wiochę i środowisko, w którym się znajduję. Ilość spraw, które wiszą nade mną niczym topór najbardziej okropnego kata, zwiększa się z minuty na minutę, a świadomość, że wokół są tylko nędzne pola a portfel świeci pustkami, wcale tu nie pomaga.
Od trzech dni, próbuję przejść na tak zwany ‘chill out’, zostając w domu i odpoczywając, ale niestety moja ignorancja i pozytywy jakie ze sobą niosła, ulotniła się już gdzieś dawno, zostawiając same nerwy i problemy.
Smutno mi się robi i szlag mnie trafia kiedy nawet nie mogę w spokoju posłuchać muzyki, z dużym kubkiem czerwonej herbaty w dłoniach i w ciemnym pokoju, bo od razu mój mózg przechodzi na tryb awaryjny, przypominając o tym wszystkim, co w danej chwili powinnam robić a czego nie robię. To zaś powoduje dopalenie w systemie hormonalnym i miły relaks zamienia się w czystą histerię, która w żaden sposób nie przekłada się na coś co można by nazwać konstruktywnym.
W tym przypadku, postanawiam wyciągnąć cięższą artylerię i sięgam po jedną z wielu książek, które od dawna kurzą się obok mojego łóżka czekając na przeczytanie, ale nawet ta mała przyjemność nie pozwala na relaks i coś co kiedyś pochłaniało mnie bez litości teraz nie daje rady przeciwko wojskom przeciwpiechotnym, które prowadzą ostry reżim w mojej głowie.
Zrezygnowana zapalam światło i sięgam po czystą kartkę, żeby zrobić listę rzeczy do zrobienia, nie ukrywając, że kartka szybko albo wyląduje w koszu albo zawieruszy się gdzieś pomiędzy rysunkami i kawałkami innych kompletnie zbędnych notatek.
Dopijam herbatę, gaszę światło i wyłączam winampa, schodzę na dół. Robię sobie herbatę ignorując wszystko inne, skupiając się tylko i wyłącznie na parze, która wylatuje z elektrycznego czajnika.
Podejmuję ostatnią szansę, aby uratować jakąś resztkę relaksu i włączam telewizor, gdzie na którymś z programów Katarzyna Figura mówi mi, że największym szczęściem mojego życia będzie urodzenie dziecka.
Wyłączam telewizor.
~Martyna